Marcin Kobierski - zdjęcie

Marcin Kobierski

Jest jednym z pierwszych absolwentów XXI L.O. im. Witkacego o profilu artystyczno-teatralnym. Jeszcze na studiach zagrał gościnnie w przedstawieniach „Samobójca” (reż. J. Trela) i „Fotel” (reż. M. Stebnicka) oraz w Teatrze Ludowym w „Bici biją” (reż. I. Dowlasz). Dyplom krakowskiej PWST uzyskał w 2000 spektaklami „Letnicy” (opieka pedagogiczna Krystiana Lupy) i „Czekając na orkiestrę” (reż. M. Grąbka). Tuż po studiach zaangażowany do Teatru Bagatela, zadebiutował tu rolą Siwarda w „Makbecie” (reż. W. Śmigasiewicz). Swobodnie odnajduje się w różnorodnym repertuarze od klasyki po musicale i dramaturgię współczesną. Współpracując z Grupą Rafała Kmity, występuje w Teatrze STU; ma w dorobku również rolę Koziołka Matołka. Jeszcze jako licealista pojawił się w „Liście Schindlera” (1993), a od kilkunastu lat bierze udział w popularnych serialach, zagrał też w pełnometrażowych produkcjach „Jak żyć” (2008) i „Polski film” (2012). W 2003 otrzymał stypendium artystyczne Miasta Krakowa. Pomaga przy dziecięcych przedstawieniach amatorskich.
Spektakle z udziałem tego aktora:

Carmen. Bella Donna

Komedia

Niezwykle atrakcyjna autorka poczytnych książek kucharskich, Carmen, uważa, iż „na miłość i na szampana nigdy nie jest za późno”.

Żyje wg doskonale działającego schematu: „mężczyzn co dwa lata trzeba utylizować”. Dniem morderstwa, a zarazem dniem początku nowego romansu, jest zawsze sylwester - tym razem jednak cały plan może wziąć w łeb, gdyż córka Carmen wraca przed czasem do domu, za nią zaś przybywa narzeczony o konserwatywnych poglądach, a za nim jego jeszcze bardziej konserwatywny ojciec. W dodatku kandydat na nowego kochanka może wcale nie być tym, za kogo się podaje, a na ścianie wciąż wisi portret męża Carmen.

Przypominająca nieco klasyczne „Arszenik i stare koronki” austriacka komedia kryminalna z rozerotyzowaną bohaterką i wątkiem romansowym, w podwójnie doborowej obsadzie gwarantuje wieczór pełen różnorakich wrażeń. Jak przypomniał Jerzy Pilch w „Dzienniku”, komedia, w której nikt nie umiera, zawsze będzie mniej warta od komedii z jednym tylko nieboszczykiem.

Szczegóły