Ewa Breguła - zdjęcie

Ewa Breguła

9,0 / 10

71 oddanych głosów

Często występuje w:
Spektakle z udziałem tego aktora:

Manelle

Dramat

Życie jest snem i ułudą nietrwałą, chwilową, i nikczemną. Wszystko jest w ruchu i zmienności. Świat jest na opak wywrócony. Jesteśmy niczym rzeźby uwięzieni w dramatycznych gestach lub jako postaci z obrazów pragnące umknąć z ram. Varietas delectat - zmienność sprawia przyjemność.
To barok. Biblioteki pełne są nieprzeczytanych barokowych książek (albowiem pisał wtedy kto mógł) - jak choćby dzieła Pawła Symplicjana, o którym dowiedzieć się można że był jezuitą, spowiednikiem zakonnic, żył w latach 1577 - 1646 w Krakowie i Pułtusku. Być może nazwisko Symplicjan sam sobie nadał od łacińskiego "simplex" co znaczy: łatwy, bezpretensjonalny , lekki, naiwny, szczery, zwyczajny, zwykły. I pewno kimś takim chciał być ksiądz Symplicjan skoro napisał dzieła o bogato zawiłych, niczym barok tytułach: "Szafarnia obroków duchownych ", "Manelle Duchowne albo Porządek żywota Chrześcijańskiego" O dobrej i szczęśliwej śmierci", "Perła droga, to jest Żywot chrześcijański...", "Środki zbawienne do życia pobożnego i wiersz o różnicy życia światowego", "Wizerunek człowieka umierającego". Są tam także dziesiątki ułożonych w rytm barokowego wiersza porad o czym myśleć: przy ubieraniu się i rozbieraniu, przy jedzeniu, przy dzwonieniu, przy kładzeniu się i wstawaniu z łóżka, używając wszelakich dóbr, milcząc i patrząc na świat... I chyba mało kto te księgi przez czterystu lat nie czytał, skoro - złożone w oryginale tajemniczą dla nas (ale jednak polską) czcionką - nie zostały (poza jednym wyjątkiem: wierszem o ogniłej głowie) transponowane na współczesny, czytelny dla dzisiejszego odbiorcy zapis literowy. Część z tych wierszy będzie można usłyszeć w naszym przedstawieniu.
Ale barok to nie tylko rymowane wskazówki jak podążać drogą życia. Barok to także gra z Fortuną, Światem, Ciałem, Demonami i Czasem - i te alegoryczne postaci ujrzymy także na scenie. Barok to także groteska szczerząca zęby w uśmiechu trupiej czaszki, to także rozkładające się wskutek francuskiej choroby ciała lubieżników i rozkoszników, a także osły poganiające zaprzęgniętych w chomąta ludzi.
Barok to także to także szaleństwo czyli "La Follia", jak brzmi nazwa sonat przeznaczonych do tańca - jedna z nich, najdoskonalsza czyli szaleństwo Antonio Vivaldiego stało się inspiracją do stworzenia muzyki (wykonywanej na żywo) do spektaklu, którego środki wyrazu rozpostarte są od bezustannego ruchu i tańca do pulsujących w rytm barokowego wiersza słów.
Barok to bogato zdobiona maska, za którą kryje się twarz człowieka rozpiętego między grozą, trwogą a rozkoszą. I w naszym spektaklu aktorzy czasem ukrywają swe twarze za maską.
Wiesław Hołdys

W spektaklu wykorzystano teksty Pawła Symplicjana z "Manelli duchowych" oraz cytaty z utworów następujących autorów: Klemens Bolesławiusz, Jan z Kijan , Jan Libicki, Jan Andrzej Morsztyn, Hieronim Morsztyn, Wojciech Oczko, Symeon Połocki, Mikołaj Sęp Szarzyński, a także fragmenty anonimowych utworów: "Pielgrzym. Dialog o drzewie żywota", "Utarczka krwie wojującego Boga", "Dialog o Mifibosecie" a także teksty epitafium z tablicy nagrobnej z Fary w Krośnie.
W spektaklu wykorzystano fragmenty sonaty d-moll op. 1 nr 12, La Follia RV 63 oraz "Czerech pór roku" Antonio Vivaldiego
Projekt współfinansowany ze środków Miasta Krakowa.

Zrealizowano w ramach stypendium Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Fot.: Wiesław Hołdys
Rysunek: Agnieszka Dębowska

Szczegóły

Posiew boga wojny

Dramat

„Posiew boga wojny” to spektakl rozgrywający się w poczekalni, gdzie ludzie czekają: na nowe, lepsze czasy. Na powodzenie w miłości, na ukojenie zszarganych nerwów. Akcja rozgrywa się przed, w trakcie i po jednej ze światowych wojen - każda z postaci na swój sposób szuka własnego języka i własnych gestów, aby nową rzeczywistość oswoić lub chociaż znieść. W tle od czasu do czasu pobrzmiewają dźwięki muzyki Mahlera, która jednak wykrzywia się i deformuje, bo wraz ze starym światem skończyła się też i jego muzyka.
To spektakl o odejściu od wspólnego odczuwania otaczającego świata. W zamian dostajemy obraz wielu, często nieprzystających rzeczywistości, utkany z maniakalnych obsesji, zwidów wywołanych przez alkoholizm, schizofrenicznych lęków czy histerycznej euforii. Wraz z obrazami różnych rzeczywistości zmienia się również przestrzeń spektaklu, ale ciągle kontekstem jest tu najcięższe doświadczenie społeczne, które obala dotychczasowy porządek, stawiając ostrą cezurę między starym a nowym - wojna i to, co ją poprzedziło i to, co po niej nastąpiło.


W spektaklu wykorzystano fragmenty trzeciej części (,,Feierlich und gemessen, ohne zu schleppen") I Symfonii D-Dur ,,Tytan" Gustawa Mahlera.
W spektaklu wykorzystano fragmenty i cytaty z następujących utworów: Emil Wyrobek ,,Z otchłani chorób nędzy i upadku', Józef Czechowicz ,,Żal", Bruno Jasieński ,,Pieśń maszynistów", ,,Pieśń o głodzie", Władysław Sebyła ,,Pogrzebny", Tytus Czyżewski ,,W szpitalu obłąkanych", ,,Szumiłebski, Moczygębski głowy szuka" (anonim XVII w.), Tadeusz Miciński ,,Inferno", Maria Komornicka ,,Na rozdrożu" oraz fragmenty artykułów prasowych z lat 1914-1924.
Projekt współfinansowany ze środków Miasta Krakowa.
Projekt zrealizowano przy wsparciu finansowym Województwa Małopolskiego.
Premiera 11 grudnia 2021

Szczegóły

APPENDIX!

Koncert - muzyka ze spektakli Teatru Mumerus: "Ampuć czyli zoologia fantastyczna", "Dziś umarł Prokofiew", "Godzinki", "Pieśń gminna" , "1918: Bilans otwarcia"

Szczegóły

Godzinki, czyli od świtu do zmierzchu

Muzyczny

"Godzinki czyli od świtu do nocy" to spektakl muzyczno - taneczny, poświęcony pieśniom śpiewanym codziennie o określonych porach dnia. Akcja, zgodnie z tradycyjną koncepcją jedności czasu, zawiera się w ciągu jednej doby - czyli, jak w podtytule: "od świtu do nocy". Najistotniejszym założeniem przedstawienia jest to, aby struktura muzyczna (rozumiana jako synteza śpiewu, mowy, ciszy i dźwięków związanych z materialnością tak ludzi, jak i rzeczy) pełniła rolę nadrzędną i określała kształt oraz charakter całości. Spektakl koncentruje się na tzw. "białym śpiewie" oraz na tańcach. Chodzi tu o tańce służące bądź odpędzaniu złego - czyli będące w istocie rodzajem egzorcyzmów - tak jak tarantella bądź też tych, które umożliwiały kontakt z rzeczywistością pozazmysłową - jak tańce chasydzkie, podczas których dusza ma się podnieść o dwie stopy nad ziemię - jak głosi chasydzkie powiedzenie. Zaś Jerzy Trzanowski, XVII-wieczny poeta trzech narodów: polskiego, czeskiego i słowackiego (którego teksty wykorzystane zostaną w spektaklu) napisał: "Usta jak dzwoneczek brzmią/ lecz wtedy najmocniej grzmią,/gdy serce sznureczek ciągnie, /taki głos Niebo osiągnie".

Szczegóły

Dziś umarł Prokofiew

Dramat

Spektakl "Dziś umarł Prokofiew" w oparciu o tekst współczesnej polskiej autorki, Moniki Milewskiej jest poświęcony muzyce przywołanego w tytule Sergiusza Prokofiewa i - przede wszystkim - Dymitra Szostakowicza. Akcja utworu rozgrywa się 5 marca 1953 roku (i w kilku dniach następnych), w dniu w którym umarł Prokofiew (a także Józef Stalin) i oparta jest na poszukiwaniu kwiatów na pogrzeb Prokofiewa, których oczywiście nie można dostać, bo wszystkie zostały przeznaczone na pogrzeb Stalina. Kwiatów tych poszukuje właściwy bohater sztuki Milewskiej, Dymitr Szostakowicz - co przeplatane jest retrospekcjami z życia kompozytorów ukazującymi dramat artysty w państwie totalitarnym. Siła wyrazu jest tym większa, że pojawia się również Józef Stalin. Ale najważniejszym bohaterem spektaklu jest muzyka Dymitra Szostakowicza i Sergiusza Prokofiewa: odtwarzana z nagrań, wykonywana na różnych ciekawych instrumentach, wyśpiewana i wytańczona (także na rolkach).


W spektaklu wykorzystano fragmenty następujących utworów muzycznych:
- Dymitr Szostakowicz:, III, IV, V, VII( "leningradzka" ), IX i XII Symfonia, I Koncert fortepianowy, opera "Lady Makbet mceńskiego powiatu", piosenka z filmu "Kontrplan", "Tahiti trot", oratorium "Pieśń o lasach", walc nr 2 z "Suity jazzowej:";
- Sergiusz Prokofiew: balety "Romeo i Julia" i "Miłość do trzech pomarańczy":
- Fryderyk Chopin: Etiuda c-moll ("rewolucyjna")
oraz gruzińska pieśń ludowa "Suliko".

Szczegóły

Historyja barzo cudna - Bunt upadłych aniołów

Dramat

Niebo. Piekło. Ziemia. I wielki obecny - nieobecny JHWH. Ten, którego słowo wieczne jest. Rzecz o zmaganiu się z językiem i przestrzenią, deteminującymi zarówno człowieka, jak i aktora, ale też wykreowaną na tę chwilę postać sceniczną. Historia ta wydarzyła się bardzo dawno temu i zarazem wydarza się wciąż, tu i teraz. Walka dobra ze złem, człowieka z diabłem, aktora z postacią.
Historyja barzo cudna.

W spektaklu wykorzystano fragmenty następujących tekstów: Hieronim Szarfenberg "Historyja barzo cudna o stworzeniu nieba i ziemie", Cyprian Bazylik "Postępek prawa czartowskiego przeciw rodzajowi ludzkiemu", Ianurius Sowirzalius "Sejm piekielny".

Partnerzy: Muzeum Archeologiczne w Krakowie oraz Stowarzyszenie Teatrów Nieinstytucjonalnych STeN w Krakowie

Premiera wersji plenerowej: 28 lipca 2018, Muzeum Archeologiczne w Krakowie.

Projekt realizowany przy wsparciu finansowym Województwa Małopolskiego

Zrealizowano w ramach stypendium Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Szczegóły

To nie są drzwi. Kodycyl fotografji.

Dramat

Seans teatralno-fotograficzny.
"To nie są drzwi. Kodycyl fotografji" to spektakl o zdjęciach: starych, pożółkłych w rodzinnych albumach. Pozowanych, nieraz przez kilka minut, robionych w fotograficznych atelier. To kodycyl, czyli testament fotografii. Tych, którzy zostali na zdjęciach uwiecznieni, dawno już nie ma, odeszli wraz ze swoją epoką i strojem, w którym zostali sfotografowani. Teraz, wydobyci z pamięci, wracają na jedną godzinę na scenę, by spojrzeć w oczy współczesnym widzom.

Recenzja:
Półtora roku pracy z przerwami. Misterna robota kostiumowa, aktorskie zgranie. To wszystko składa się na kolejny nieoczywisty świat, do którego zaprasza nas Teatr Mumerus. Surrealizm spektaklu „To nie są drzwi. Kodycyl fotografji" w reż. niezawodnego Wiesława Hołdysa wciąga nas – nawet, jeśli do końca tego nie rozumiemy, to chcemy tam być.

Kiedy wchodzimy na widownię, od razu robi się dziwnie, inaczej, trochę nieswojo. Jedna z postaci, przykryta deskami, leży na wznak na scenie i trzyma w ręku krzyżyk. Mężczyzna po lewej stronie,przykryty czarnym całunem, co chwila podnosi się i wystawia nam język, wybałuszając oczy. Możemy zwrócić uwagę, że przez dłuższy czas nie mruga – zaczynamy przecierać oczy, uśmiechając się niepewnie. Teatr Mumerus zabiera nas w kolejną, niezwykłą podróż. Upiornie blade twarze, z których łypią na nas oczy. Przenikliwe spojrzenia świetnych aktorów chcą nas przewiercić na wylot. Postaci niepostrzeżenie zaczynają podnosić się i poruszać. Z głębi sceny przychodzą inne osoby. Dwie młode kobiety i mężczyzna: wojak z ledwo sypiącym się wąsem, czyli lokalna atrakcja i bohater, z którym każdy będzie chciał sobie zrobić zdjęcie. Aktorstwo jest trochę mechaniczne, trochę jakby w duchu Kantora, ale przede wszystkim- charakterystyczne dla Mumerusa.

Po jakimś czasie możemy się zorientować, że najważniejsze są tu właśnie zdjęcia. Postaci pozują w nieskończoność. Przy tym mdleją, upadają, potykają się, mają nieskoordynowane ruchy. Są perfekcyjnie niedoskonałe i przez to upiorne. Trochę przypomina to motyw z serii książek o „Harry'm Potterze", autorstwa J.K.Rowling – tam postaci na namalowanych portretach również ożywały. Właśnie dzięki temu, że ktoś zadał sobie trud ich uwiecznienia. Miały one też pole manewru: mogły wzajemnie się odwiedzać. Spektakl Teatru Mumerus porusza problem pamięci i historii, ale głównie tej symbolicznej, namacalnej w niemych świadectwach. W prawym rogu sceny, w głębi, mamy postać, którą zauważamy głównie z powodu oświetlonych dłoni. Może to być ktoś, kto zajmuje się wywoływaniem zdjęć. Wydobywa kolory, kształty i z ciemnego pomieszczenia wynosi gotowe obrazki – przedstawiające prawdziwych ludzi. Na koniec jawi się jako ktoś bardzo bezwzględny, żyjący w wielkim napięciu. W porównaniu z poprzednimi produkcjami Mumerusa, można zauważyć tu kilka różnic. Przedewszystkim – mamy tu więcej niż zwykle aktorów. Mumerus przyzwyczaił nas do maksymalnie czterech osób naraz na scenie, tutaj mamy ich natomiast dwa razy więcej. Dodatkowo elementy scenografii są tu ustawione nie tylko wertykalnie, ale i horyzontalnie. Dzięki temu scena nie tworzy jednej płaszczyzny, ale mamy wrażenie labiryntu. Co ważne, światło również nie jest już tylko i wyłącznie stałe, punktowe, ale bardziej zróżnicowane, rozdzielające plany akcji. Ciekawą postacią jest też młody chłopak, który siedzi przed blaszaną konstrukcją Wywoływacza Zdjęć. Wszystko, co robi, jest bardzo powolne, dokładne i powtarzane niezliczone ilości razy. Przetasowuje w rękach karty, wykonuje fascynujące iluzje z metalowym kubkiem i ukrytą pod nim czerwonąpiłeczką. Można uznać go za Los, Magika, Śmierć... Właściwie nie wchodzi w interakcję z pozostałymi. Jest raczej bezstronnym obserwatorem, który kaptur zdejmie dopiero przy oklaskach końcowych. Utrzymany w kolorach sepii i szarości, świetny spektakl „To nie są drzwi. Kodycyl fotografji" ciężko jest tak naprawdę opisać. Postaci z międzywojennych fotografii ożywają, wytrwale pozują, sami robią światu i ludziom mnóstwo własnych, analogowych zdjęć, żeby ostatecznie zniknąć za barykadą. Realizm dosłownie ich przytłacza, a zdjęcia są niemal jak wyrok śmierci. Los-Magik rozwiesza karty na sznurkach, na których powinny suszyć się zdjęcia. Z kart można przecież wróżyć, a i każdy ma przecież jakąś swoją kartę. Mniej lub bardziej szczęśliwą lub – mniej lub bardziej pechową. To świat, w który mnie ma nic oczywistego, nie ma jako takiej fabuły, ale jest genialna impresja na temat bohaterów fotografii sprzed lat, o których czegokolwiek możemy dowiedzieć się tylko na podstawie tego, w jaki sposób zostali uwiecznieni.

Joanna Marcinkowska

Dziennik Teatralny Kraków

1 sierpnia 2017

http://www.dziennikteatralny.pl/artykuly/zdjecia-ktore-zyja.html

Szczegóły