Wiktoria Czubaszek - zdjęcie

Wiktoria Czubaszek

Studentka V roku aktorstwa na Wydziale Lalkarskim w Akademii Sztuk Teatralnych im. Stanisława Wyspiańskiego w Krakowie, filia we Wrocławiu. Wcześniej studiowała wiedzę o teatrze oraz performatykę na Wydziale Polonistyki na Uniwersytecie Jagiellońskim.

Jako zeszłoroczna dyplomantka zagrała w spektaklu dyplomowym pt. „Ćesky diplom” w reż. Piotra Ratajczaka. Spektakl gościł na wielu znaczących festiwalach teatralnych zdobywając nagrody i wyróżnienia, m.in. III nagrodę aktorską zespołową oraz nagrodę publiczności na XVII Ogólnopolskim Festiwalu Dramaturgii Współczesnej „Rzeczywistość przedstawiona” Zabrze 2017.

Z reżyserem Piotrem Ratajczakiem współpracowała również w bieżącym sezonie przy spektaklu pt. „Beze mnie” w Teatrze im. Jana Kochanowskiego w Opolu w ramach projektu Kochanowski dla młodzieży.

Od marca 2016 r. współpracuje z neTTheatre – teatr w sieci powiązań w Lublinie, gdzie zagrała w kilku spektaklach Pawła Passiniego, m.in. „Pudełko” czy „Matki” (współpraca z Teatrem Żydowskim w Warszawie).

Związana w wrocławskim Teatrem Układ Formalny, z którym zrealizowała do tej pory dwa projekty – „Piotruś Pan?” (spektakl przystosowany dla widzów głuchoniemych – grany w Polskim Języku Migowym) i „Traktat o Androidach: God hates Poland” (spektakl zaprezentowany w nurcie głównym podczas 38. Przeglądu Piosenki Aktorskiej w Teatrze Capitol we Wrocławiu).

Spektakle z udziałem tego aktora:

Mała Syrena

Dla dzieci

Oto jedna z piękniejszych opowieści o miłości w literaturze, o miłości romantycznej, siostrzanej, o miłości do natury i do samego siebie. Małą Syrenę kojarzymy najczęściej z historią disneyowskiej małej syrenki Ariel, która bardzo daleko odchodzi od oryginalnej, andersenowskiej wersji. Była już przetwarzana na wiele sposobów, łącznie ze zmianą zakończenia. Nasz spektakl jest współczesną adaptacją klasycznej baśni Hansa Christiana Andersena.

Młodzi twórcy (Martyna Majewska – scenariusz i reżyseria, Anna Haudek – scenografia, Dawid Majewski – muzyka i Jakub Lech – video) chcą pogłębić refleksję nad losami zakochanej w człowieku syrenki i powrócić do jej oryginalnych motywów i źródeł. Adaptacja ma podkreślać siłę charakteru głównej bohaterki i skłonić do zastanowienia czym we współczesnym świecie jest owa legendarna „prawdziwa miłość”. Czy warto umrzeć z miłości? Czy istnieje miłość nieprawdziwa? Twórcy są dalecy od dydaktyzmu i mają zamiar pozostawić duże pole do interpretacji dzieciom i rodzicom.

Szczegóły

ČESKÝ DÍPLOM

Tragikomedia

"Spektakl w reżyserii Piotra Ratajczaka jest bardzo śmiesznym przedstawieniem o smutnych sprawach: na przykład o konsekwencjach fałszywego narodowego i społecznego samorozpoznania. Tylko że jego bohaterami nie są skłonni do patosu i ofiary Polacy, tylko ich całkowite słowiańskie przeciwieństwo – dobroduszni i trzeźwo myślący Czesi.
Połowa lat osiemdziesiątych: jesteśmy w szkolnej świetlicy chwilę przed spotkaniem z Karelem Gottem lub Heleną Vondraczkową, a może nawet z Martiną Navratilową. Młodzież, która chce być jak oni, czeskie ikony, zatańczy dla nich i zaśpiewa. Szóstka dziewcząt w różowych sukienkach i czterech chłopaków w koszulkach i białych spodniach tworzy chór młodzieży czeskiej głoszącej pochwałę przeciętności i ludzi ceniących sobie spokój. Pocztówkowy, propagandowy, lizusowski.
Wykonywane przez młodych aktorów zbiorowe układy choreograficzne i wesołe piosenki stoją w spektaklu w kontrze do smutnych historii opowiadanych przez jednostki wypchnięte z tłumu. Rozbrzmiewa w nich kilkanaście dwudziestowiecznych czeskich życiorysów, sprowadzonych często do analizy jednej chwili, która rujnuje lub odbiera życie. To chwila podła lub wzniosła, ale coś się po niej nieodwracalnie zmienia.
Wędrujemy po czeskiej Historii i Współczesności, rok 1968 jest osią dramaturgiczną przedstawienia, rokiem zerowym, w którym uaktywniło się wszystko, co najgorsze i najlepsze w Czechach. Ale autor scenariusza – Piotr Rowicki nie zapomina także o latach drugiej wojny światowej i przełomie 1989 roku. Spektakl obala mit niebohaterstwa Czechów. Pokazuje, że system Gustawa Hussaka był straszniejszy od gierkowskiego, gomułkowskiego i jaruzelskiego razem wziętych. Nasze polskie gnojenie ludzi było jakby bardziej przaśne, wsiowe, improwizowane, tu ociera się wręcz o niemiecki perfekcjonizm w manipulacji i diabolicznej mściwości służb specjalnych.
Optymizm, beztroska i zgoda na funkcjonowanie w rzeczywistości, jakakolwiek by nie była, to właśnie wybrane przez Czechów przebranie. Kamuflaż. Czesi ukryli się za naiwnym szwejkowym uśmiechem i i udają, że są za nim szczęśliwi. Każdy kto spróbuje to zmienić, złamie stereotypy, zostanie wymazany ze zbiorowej pamięci. Ratajczak i Rowicki mówią, że indywidualiści zawsze są sami – w śmierci, proteście, uporze. W grzechu i winie. Czescy outsiderzy i pechowcy mają nawet gorzej niż gdzie indziej, bo nikt nie uwierzy, że społeczeństwo, które ich prześladuje, może być aż tak potworne.
W Czeskim dyplomie dobre życia przeglądają się w tych złych. A jeden naród w drugim. Biedni Polacy patrzą na Czechów i na odwrót." - Łukasz Drewniak, kurator programu teatralnego w Teatrze Starym.

Szczegóły

Pudełko

Dramat

Otwieramy dziś pudełka z kasetami Mirona Białoszewskiego i wypełniamy sobą ciasną, ciemną i głuchą przestrzeń teatru. Co też uda nam się poczuć, co dostrzec, dokąd wspólnie przedostać?
Jako dziecko budował z klocków gramofony i śpiewał przed matką i ciotkami wymyślone arie. Gdy został poetą, założył teatr i zagrał w nim monolog Gustawa z IV części Dziadów tak, jakby puszczał go z kilku płyt jednocześnie… Dziady traktował bardzo osobiście, w komentarzu do spektaklu mówił niemal: „Gustaw to ja”, ale „ja” wewnętrzne, ukazywane wstydliwie, najkruchsze i najcenniejsze, bo przenoszące w zupełnie wyjątkowe rejony, przez romantyków nazywane po prostu niebem.

Żeby dotrzeć do swojego nieba, Białoszewski wchodził do ciasnego pudełka domowego teatru, zapraszał garstkę osób, a potem „odprawiał” swoje poetyckie gusła. Na przedwojennym Lesznie w Warszawie, na Tarczyńskiej, przy placu Dąbrowskiego, gdzie działał Teatr Osobny, ale też na Hożej, gdzie mieszkała jego niewidoma przyjaciółka Jadwiga Stańczakowa, dla której nagrywał swoje utwory. W czasie tych sesji mówiący i nasłuchująca siadali obok siebie na kanapie, a mikrofon, oprócz głosu poety, rejestrował unikalną więź, która rodziła się między nimi. Kiedy wiele lat później odwiedziłem Stańczakową, czarny Grundig nadal stał na jej stoliku, a pod kanapą schowane były taśmy. W gusłach Mickiewicza „ciemne” i „głuche” okazuje się niezbędne, aby móc zacząć widzieć i słyszeć naprawdę.

Szczegóły